Życie w Cork


Lokalne życie tu w Cork bardzo różni się od polskiego w wielu aspektach. Z każdym dniem doświadczamy i uczymy się czegoś nowego. Na pierwszy rzut oka można zauważyć różnicę w ruchu drogowym, oczywiście pomijając to, że jest on lewostronny. Mając samochód w tym mieście należy wiedzieć, żeby nie jeździć do centrum miasta w godzinach porannych i późnym popołudniem, ponieważ najprawdopodobniej nie osiągniecie wybranego celu w zamierzonym czasie. Mianowicie chodzi mi o potężne korki, które się tworzą w tych godzinach. Nie licząc tego ruch jest w miarę płynny. Ludzie całkiem inaczej interpretują prawo dotyczące ruchu drogowego. Z moich obserwacji wynika, że sygnalizacja świetlna dla pieszych jest raczej tylko dla starszych ludzi, którzy nie mają szans przejść na czerwonym świetle. Na drogach samochody zatrzymują się w każdym miejscu, wystarczy tylko włączyć światła awaryjne i już nikomu nie przeszkadza twój samochód, który stoi na środku drogi. Auta zatrzymują się nawet na specjalnie wyznaczonych czerwonym polem na jezdni przystankach autobusowych, przez co autobusy nie mogą się tam zatrzymać i stają na środku jezdni utrudniając ruch. Jeśli chodzi o komunikację miejską to ma ona swoje plusy i minusy. Na pewno pozytywnym aspektem jest to, że wszystkie przystanki (nie wliczając w to paru głównych) są na żądanie co powinno upłynnić ruch, lecz się nie dzieję (autobusy są prawie zawsze spóźnione) gdyż po pierwsze jest jedno wejście z przodu przy kierowcy więc na przystankach tworzą się ogromne kolejki do autobusu, a po drugie jak opisałem wcześniej ruch w mieście nie jest zbyt płynny. Problem z komunikacja miejską rozwiązał się sam, a mianowicie pracownicy w połowie miesiąca zaczęli strajkować z powodu nie płacenia im za pracę, bądź płacenia za mało i z opóźnieniem. Po pracy wszyscy mają czas wolny, w którym przed strajkiem spotykaliśmy się od czasu do czasu, tak jak i rodowici Irlandczycy, w pubie i oglądaliśmy mecze bądź po prostu ze sobą rozmawialiśmy. Alkohol tak jak i w Polsce jest sprzedawany od osiemnastego roku życia, lecz w pubach i barach sprawa wygląda inaczej, do niektórych są wpuszczane osoby powyżej 21 roku życia, a w innych alkohol sprzedawany jest od dziewiętnastego roku życia. Ludzie w barach to nie tak jak w Polsce, czyli mężczyźni przed pięćdziesiątką pijący i oglądający mecz, tutaj puby są od tego by z rodziną i ze znajomymi usiąść, napić się, posłuchać dobrej muzyki (nawet na żywo) i gdy są jakieś ważne rozgrywki obejrzeć mecz i kibicować. Jednak poza tym można przejść się wzdłuż rzeki odetchnąć pełną piersią po wyczerpującym dniu pracy lub pójść do centrum handlowego, dla każdego coś się znajdzie. Mniejszość polska jest tutaj naprawdę ogromna, co chwilę można usłyszeć znajomy język. Postrzegani jesteśmy przez Irlandczyków jako bardzo pracowici, jeśli ktoś ma coś zrobić szybko i dobrze to właśnie Polak. Jako ludzie z zagranicy posiadamy też wiele przywilejów, których nie mają rodowici Irlandczycy m.in. darmowa i szybka opieka medyczna. W weekendy odbywały się wycieczki. W pierwszy zwiedziliśmy całe miasto jeżdżąc dwupiętrowym autobusem wycieczkowym i odwiedzając przy okazji miejscowe stare więzienie. W drugi weekend pojechaliśmy do zachodniej części Irlandii by podziwiać niesłychanie piękne widoki Cliffs of Moher. Z tamtego miejsca mogliśmy podziwiać stojąc przy krawędzi wyspy widok Oceanu Atlantyckiego. W kolejnym tygodniu pojechaliśmy zwiedzić zamek w mieście Blarney. Jest to popularna atrakcja turystyczna ze względu na tzw. Kamień z Blarney, którego legenda głosi, że ten kto go pocałuje to uzyska dar elokwencji i przekonywania, co nie jest proste gdyż by to zrobić trzeba wisieć głową w dół przytrzymywanym za nogi. Później zajechaliśmy do miasteczka Cobh, w którym miał miejsce ostatni postój Titanica. Ostatnią naszą wycieczką była wycieczka do zachodniej Irlandii by tam z turystami z innych krajów odbyć podróż dookoła pierścienia Kerry. Ring of Kerry to najbardziej popularna trasa turystyczna w Irlandii ze względu na piękne widoki, które mogliśmy podziwiać po każdym postoju naszego autokaru, jaki i podczas jazdy. Dokładniej na temat każdej z tych wycieczek można przeczytać w osobnych sprawozdaniach. Interesującym wydarzeniem był Dzień Świętego Patryka, w który o godzinie 13:00 odbyła się parada. W tej paradzie uczestniczyły szkoły, wszystkie mniejszości narodowe w tym Polska, orkiestry oraz inne ciekawe grupy istniejące w Cork. Trwała ona około 1,5 godziny, w tym czasie ulice były przepełnione ludźmi ubranymi na zielono z irlandzkimi flagami, zielonymi kapeluszami i rudą brodą, a ruch drogowy całkowicie zatrzymany. Podsumowując te cztery tygodnie, które tu spędziliśmy na pewno będą niezapomniane. Po ciężkiej pracy możemy być dumni, że to właśnie my zostaliśmy wybrani do tego by odwiedzić tak wspaniały kraj.

Szymon Wiesiołek