Podróż do Cork


5 marzec 2017r. Niedziela. Nareszcie nadszedł ten dzień na który każda z 13 osób czekała od dłuższego czasu. Zaczynają się nasze praktyki w Irlandii. Ale zanim się zaczną trzeba najpierw tam dojechać. W niedzielę rano, a dokładnie o 8.20 zebraliśmy się wszyscy pod szkołą, aby wsiąść do małego busa, który miał nas zabrać na lotnisko w Łodzi, z którego to mieliśmy zaplanowany wylot. Każdy odprowadzony został przez rodziców, którzy chcieli pożegnać się z nami na całe 4 tygodnie. Po krótkim i dla niektórych osób wzruszającym pożegnaniu nareszcie wyruszyliśmy spod szkoły. Podróż do Łodzi przebiegła bez jakichkolwiek problemów i po około 2 godzinach byliśmy na miejscu z naszymi bagażami, które teraz trzeba było oddać na odprawie bagażowej. Oczywiście nie obyło się bez przekładania ubrań pomiędzy walizkami, aby każda torba mieściła się w limicie 15kg. Po tym, cała odprawa przebiegła bez najmniejszych problemów i mogliśmy przejść do kontroli naszych bagaży podręcznych. Tutaj niektórzy już mieli więcej do roboty, gdyż całą elektronikę jaką mieliśmy w torbach musieliśmy wyciągnąć z plecaków, a potem wszystko ponownie zapakować. Wylot był zaplanowany na godzinę 13.15, więc mieliśmy trochę czasu do momentu wejścia na pokład samolotu. Po ponownej kontroli dokumentów wreszcie znaleźliśmy się na pokładzie. Dla niektórych był to pierwszy lot w życiu, więc byli trochę niespokojni przez cały czas kołowania samolotu. Nagrodą dla nich był widok jaki roztaczał się z okien samolotu po przejściu przez warstwę chmur. Widok był przepiękny i nie zmieniał się, aż do wylądowania na lotnisku w Dublinie o godzinie 15:00 czasu lokalnego (Irlandia jest w innej strefie czasowej; -1h w stosunku do czasu w Polsce). Na miejscu przywitała nas typowa dla Irlandii pogoda (padało), ale pomimo tego pełni zapału ruszyliśmy po odbiór bagaży. Na naszej drodze czekała jeszcze jedna kontrola graniczna, gdzie po raz kolejny musieliśmy okazać nasze dowody tożsamości lub paszporty. Bus, który miał nas zabrać do Cork zaplanowany był na godzinę 16.30 więc mieliśmy całą godzinę, by coś przegryźć na lotnisku. Po tej godzinie ruszyliśmy w dalszą podróż, która trwała aż 3,5 godziny, na południe kraju, do Cork. Jazda tym busem nie była specjalnie ciekawa, a że wszyscy byli bardzo zmęczeni, po chwili większość już spała i w takiej atmosferze około godziny 20 dotarliśmy do centrum Cork. Tam odebrały nas osoby z rodzin u których mieliśmy mieszkać. Wszyscy rozjechali się do swoich domów na obiado-kolację i zasłużony odpoczynek po całym dniu podróży.

Arkadiusz Patschek