Zakwaterowanie


Robert Danecki, Rafał Młynek

Nasze miejsce zamieszkania znajduje się przy ruchliwej ulicy Lopez de Gomara. Mieszkamy w budynku na 2 piętrze, w odległości 20 minut pieszo od centrum miasta. W pobliżu jest wiele sklepów i małych przydrożnych restauracji. W niewielkiej odległości znajduje się także stacja metra, która ułatwia nam poruszanie się po Sevilli. Nasza gospodyni-Carmen, a także jej córka są bardzo serdeczne oraz gościnne. Już na samym początku Carmen powitała nas z uśmiechem na twarzy. Z naszą gospodynią porozumiewamy się głównie prostym hiszpańskim z pomocą słownika oraz dużą ilością gestów. Sprawę komunikowania się ułatwia fakt, że jej córka posługuje się językiem angielskim. Mieszkanie, w którym nocujemy jest średniej wielkości, jest zadbane oraz panuje w nim porządek. Zajmujemy jeden nieduży pokój, który w zupełności nam wystarcza, ponieważ większość czasu spędzamy poza domem. Mamy dostęp do łazienki, kuchni oraz sprzętu, który się w nich znajduje. Z rzeczy najważniejszych dla nas, czyli dla informatyków mamy stały dostęp do szybkiego Internetu oraz hiszpańskiej telewizji. Jedyną rzeczą, na której się zawiedliśmy są dania serwowane przez Carmen, gdyż nastawaliśmy się na tradycyjną hiszpańską kuchnię, a dostajemy gotową żywność z supermarketu. Jedzenie nie jest urozmaicone w szczególności śniadanie, które codziennie wyglądało tak samo, czyli płatki kukurydziane z mlekiem. Do najciekawszych posiłków w ciągu dnia, możemy zaliczyć kolację, ponieważ jest ona najbardziej syta. W przeciwieństwie do naszych kolegów nie dostawaliśmy jedzenia do pracy. Pomimo kilku niedogodności nie narzekamy i cieszymy się każdym dniem spędzonym tutaj.

Adam Glegoła, Filip Jakubczak

Mieszkamy we dwójkę przy ulicy Doctor Felix Rodriguez De La Fuente. Lokalizacja jest korzystna - dojście do ważnych punktów nigdy nie zajmuje nam więcej niż 15 minut. Nasze mieszkanie znajduje się na trzecim piętrze. Jest ono całkiem spore - ma 4 pokoje i 2 łazienki, z czego jedna należy do przyjezdnych. Przyjezdnych, ponieważ nie tylko my jesteśmy uczniami z zagranicy. Do tej pory przyjechały dwie pary uczniów: jedna para była z Włoch, a druga z Niemiec. Do dyspozycji mamy mały pokój z łóżkiem piętrowym, dwoma regałami na ubrania oraz biurko. W naszym pokoju jest również pojedyncze okno z widokiem na ścianę budynku. Jedzenie jest smaczne, wprawdzie tylko ułamek posiłków to tradycyjna hiszpańska kuchnia, ale ową kuchnię mieliśmy okazję skosztować poza domem. Na śniadanie zawsze dostajemy 2, 3 tosty z kremem czekoladowym, bądź dżemem, a do picia dają nam kakao. Po pracy, w okolicach 16.00, Maria zaprasza nas na obiad. Najczęściej jest to zupa z ciecierzycą, bądź soczewicą, tudzież fasolka po bretońsku. Kolację zazwyczaj jemy o 21.00. Przeważnie są to jednak gotowe posiłki, takie jak hiszpańska tortilla, pizza bądź lasagne. Mamy jeszcze dwa dodatki do posiłków: deser w postaci czekolady i starszą Panią, która cały czas się na nas patrzy, kiedy jemy. Niestety po angielsku mówią tylko dwaj synowie Marii, lecz rzadko są w domu, więc język jest pewną barierą, ale nie jest to bariera nie do przejścia. Potrafimy się porozumieć i zakomunikować nasze potrzeby i problemy, a ludzie tutaj zawsze nas wysłuchują i są dla nas pomocni.

Dawid Hareńczyk, Heblik Rafał

Mieszkamy w Sewilli, dokładniej w dzielnicy zwanej "Triana". Trafiliśmy do starszej pani o imieniu Charo. Dostaliśmy wspólny, mały pokój z dwoma łóżkami. Mieliśmy do dyspozycji lodówkę, mogliśmy przebywać w salonie kiedy chcieliśmy. Razem z nami przez pierwszy tydzień naszego pobytu mieszkali z nami dwójka praktykantów z Włoch, którzy również przyjechali w ramach Erasmusa. Włosi potrafili rozmawiać po hiszpańsku i po angielsku. Tłumaczyli wszystkie nasze rozmowy z Charo, dzięki czemu mogliśmy się bez problemu porozumieć. Niestety kiedy nasi współlokatorzy nas opuścili, musieliśmy wspomagać się tłumaczem w telefonie, ponieważ nasza gospodyni nie potrafi nic po angielsku. Dostajemy trzy posiłki dziennie. Śniadanie każdy przyrządza sobie sam. Mamy do dyspozycji tosty z dżemem, kremem kakaowym albo miodem lub płatki z mlekiem. Obiad zazwyczaj jest około godziny 15.00. Jest to jedno danie, bardzo często zupa. Niestety jedzenie jest tutaj bardzo tłuste i słone. Kolacje dostajemy o godzinie 21.00 i często wyglądają jak polski obiad czyli ziemniaki z jakimś mięsem. Czasem dostajemy tradycyjne, hiszpańskie potrawy, a czasem odgrzewa kupione w supermarkecie posiłki jak lazania lub hamburgery. Zawsze do posiłków (oczywiście pomijając śniadanie) dostajemy bagietkę. Na szczęście mamy dużo swobody jeśli chodzi o czas wolny. Możemy wracać o której chcemy.

Kamil Kusch, Szatka Szymon

Mieszkamy pod jednym dachem wraz z Inmą i jej mężem. Atmosfera jest tu bardzo dobra, wspólnie z nimi jemy obiady na które przychodzi również ich córka oraz kolacje. Inma i jej mąż są do nas bardzo przyjacielsko nastawieni. Już pierwszego dnia, gdy nas przyjęli powiedziała nam, że jeśli coś nam nie będzie smakować lub będziemy mieć jakiś problem to mammy jej to po prostu powiedzieć. Jest ona osobą miłą i otwartą często słyszymy jak śpiewa w kuchni, a wraz z nią melodyjnie pogwizduje ich papuga, która zwie się Ruffo. Ruffo oprócz gwizdania potrafi również mówić, gdy jest głodny mówi na cały przedpokój „comer” i stuka pojemniczkiem o klatkę robiąc przy tym dość duży hałas, jest on łagodny i pozwala się pogłaskać od czasu do czasu Kamilowi. Gotuje nam codziennie różne hiszpańskie potrawy na obiad, które są bardzo smaczne, proponowali nam również wspólny spacer. Obydwoje traktują nas jak własne dzieci, idealnie widać to w sytuacji, kiedy to wróciwszy z plaży do domu Inma zauważyła że oboje jesteśmy spaleni i wręczyła nam krem łagodzący. Kamil po rozmowie z Inmą, dowiedział się wielu rzeczy, między innymi że posiadała ona kiedyś kafejkę, ma jeszcze dwóch braci itp. Podczas naszego pobytu przybyli tu również trzej włosi, którzy szybko znikli, a po nich dwie francuski, z którymi od czasu do czasu rozmawialiśmy, lecz one również po kilku dniach wyjechały. Relacje z rodziną układają nam się bardzo dobrze, zawsze próbują się z nami porozumieć gdy ich nie zrozumiemy i widać że im na tym zależy. Niestety został nam już tylko tydzień pobytu u nich, ale bardzo nam się tutaj podoba.

Mateusz Łapka, Andrzej Nowak

Ja Mateusz wraz z Andrzejem mieszkamy w Sewilli na ulicy Virgen del Valle w mieszkaniu, którego gospodynią jest starsza pani o imieniu Inmaculada mieszkająca z synem Javierem i dużym psem wabiącym się Luna. Mieszkanie znajduję się na pierwszym piętrze, niedaleko Plaza de Cuba. W pobliżu znajduje się dużo sklepów oraz miejsc gdzie możemy spożyć posiłek, lecz gospodyni nigdy nie wypuszcza nas głodnych. Godziny posiłku ustaliliśmy w zależności od naszych praktyk oraz innych zajęć. Z rana najczęściej jedliśmy tosty z dżemem lub płatki z mlekiem, a na obiad i kolacje czasami dostawaliśmy specjały kuchni hiszpańskiej, aczkolwiek w zdecydowanej większości gospodyni raczyła nas typowymi daniami które możemy spotkać również w naszym kraju. Mamy jeden pokój w którym znajdują się dwa łóżka, duża szafa, stół z krzesłami oraz posiadamy własną dużą łazienkę. Pani domu co tydzień pierze i prasuje nasze ubrania więc nie musimy się o nie martwić. W domu porozumiewamy się wyłącznie w języku hiszpańskim. Miło jest mieszkać u takiej rodziny, od początku naszego pobytu bardzo stara się żebyśmy czuli się jak u siebie. Aż żal pomyśleć, że będziemy musieli stąd wyjechać

Paweł Nowok, Filip Wikiera

Wraz z moim przyjacielem Pawłem Nowokiem mieszkam u Benilde Oropes, bardzo miłej Hiszpanki w średnim wieku. Z pewnością jest tu tłoczno - oprócz nas mieszka tu syn Benilde, Santiago, jej córka Teresa, dwóch lubiących imprezować Amerykanów - Ben i Jim którzy przyjechali do Sewilli uczyć się języka hiszpańskiego. Ponadto przez parę dni mieszkały tutaj dwie Włoszki których miejsce później zajęło na chwilę 2 Francuzów. Nie można zapomnieć o wiecznie głodnym psie o imieniu Bolo. Mieszkanie jest ulokowane niedaleko od centrum (15 minut spacerem). W pobliżu nie brakuje sklepów, przystanki autobusowe z których jedziemy do pracy są bardzo blisko. Przeważnie Benilde gotuje dania kuchni hiszpańskiej, na przykład tortilla de patatas. Pojawiły się jednak również dania kuchni włoskiej (lazania) czy też amerykańskiej (hamburgery). Wszystko zjadamy ze smakiem. Benilde zna trochę język angielski i to w nim właśnie zwykle się porozumiewamy. Czasami zdarza się nam porozumieć za pomocą paru słów w języku hiszpańskim. Wszyscy są bardzo mili dla innych, zdarza nam się trochę pożartować, na przykład z mojej "delikatnej" opalenizny z dnia spędzonego na plaży. Niczego nam nie brakuje, trochę przeszkadza nam zapach papierosów, które Benilde pali wraz z córką. Jesteśmy zadowoleni z naszego zakwaterowania i z pewnością będzie nam brakować naszego ulubionego psa Bola.